Nowe pokolenia miłośników piwa nabyły uznanie dla chmielu i zdobyły wiedzę o mocy ziarna. Teraz przyszła kolej na drożdże, żeby wejść na scenę, ze swoim zaskakującym zakresem wpływu na smak i charakter.
Mistrzami drożdży w piwie są Belgowie. Oprócz lambików, dwa inne skupiska stylów piwa zawdzięczają część lub całość swojej wyjątkowości wykorzystaniu wolniejszych drożdży i innych form mikroorganizmów w ich tworzeniu – Saisons i piwa dojrzewające w dębie. Połączenie z Belgią jest historyczne. Bardziej naukowym połączeniem między nimi jest odmienny sposób, w jaki ich fermentacja i kondycjonowanie obejmują, w pewnym momencie, mikroorganizmy inne niż drożdże saccharomyces.
Naturalnie występujące, tak zwane 'dzikie’ drożdże można znaleźć wszędzie. Są przenoszone przez wiatr i przylegają do powierzchni. Tradycyjnie wytwarzane wina i cydry były fermentowane przez dzikie drożdże znajdujące się na skórce owoców. Działając wewnątrz dębowej beczki, wraz z bakteriami takimi jak lactobacilli i pediococci, tworzą smaki, które są ostre, kwaśne, stęchłe, wyraziste, rustykalne i trudne do określenia 'vintage’.
Aż do drugiej połowy XIX wieku tego rodzaju smaki regularnie występowały w mocniejszych piwach. W ciągu następnych stu lat, częściowo pod wpływem napływu taniego cukru z skolonizowanych ziem w tropikach, gusta publiczne zmieniły się, preferując słodkie nad ostrymi. Przetrwały tylko te najlepsze.
„Kwaśne” i „dzikie” piwa, które są popularne w ostatnich latach, inspirują się tymi starszymi stylami, choć w większości ich metody produkcji są szybsze, co prowadzi do bardziej surowych smaków.